Widok na Wysoki Wierch, w tle Trzy Korony.

Pieniny Ultra-Trail® – Co za Góry! Co za Przygoda! 

Bieganie po górach, to doświadczenie niezwykłe. Tu poczujesz swoje emocje – w ambicji, rywalizacji, radości, wolności, spotkaniach z ludźmi, przemierzaniu bezkresu gór czy pokonywaniu własnych słabości. Jedno jest pewne – zobaczysz więcej siebie.

Pieniny Ultra-Trail® to jedyna w swoim rodzaju atmosfera, tworzona przez biegową społeczność, w której każdy jest ważny i wyjątkowy. Spotykamy się na 6 trasach, od 10 km do 95 km. Zapraszamy także dzieci i młodzież, którym otwieramy biegowy świat na Mini Pieniny Ultra-Trail®. 

Pieniny Ultra-Trail® to piękno biegania, górskiej natury, radości i wolności.

Trailrunning w Pieninach, widok na Trzy Korony.

Pieniny Ultra-Trail® – biegowa przygoda, którą doskonalimy od 10 lat!

Wydarzenie stworzone w 2013 przez trójkę pasjonatów gór, biegania, przygody i organizacji wydarzeń. Przez lata znane jako Biegi w Szczawnicy organicznie rozwijało się i rozrastało, ewoluowało, odpowiadając na potrzeby uczestników, chwili i czasu.

Dziś jest jednym z największych i najbardziej lubianych festiwali biegów górskich w Polsce. W 2022 zdecydowaliśmy się na kolejny krok, zmieniliśmy nazwę i logo tak, by lepiej odzwierciedlić, to czym są szczawnickie biegi dzisiaj. To Pieniny Ultra-Trail®. Spotykamy się niezmiennie w kwietniu, niezmiennie w Szczawnicy, niezmiennie oferując przepiękne trasy, wspaniały klimat, niepowtarzalne widoki i przygodę, która trwa od 10 lat.

Zachód słońca w Pieninach

Pieniny Ultra-Trail® – wartości, które są nam bliskie:

Pieniny Ultra-Trail® to odzwierciedlenie wartości, które są nam bliskie. To one nadają kierunek naszym działaniom, porządkują naszą rzeczywistość i sprawiają, że Pieniny Ultra-Trail® są niezwykłą biegową przygodą.

Pieniny Ultra-Trail® – tu rządzą:

  • autentyczność i naturalność
  • otwartość i szacunek
  • radość i przebojowość 
  • innowacyjność i odwaga
  • odpowiedzialność i jakość działania
  • empatia i serdeczna uważność

Tworzymy to piękne biegowe wydarzenie, w cudownym regionie Polski dla Was. Chcemy, żebyście czuli się tu bezpiecznie, komfortowo i jak najbardziej wyczekiwani goście. 

Dbamy o poziom sportowy wydarzenia, od 2015 roku organizujemy Mistrzostwa Polski w biegach górskich, dokładając wszelkich starań, aby dla wszystkich uczestników było to prawdziwe święto polskiego biegania.

Mamy też świadomość, że wraz z rozwojem wydarzenia spoczywa na nas coraz większa odpowiedzialność za decyzje, które podejmujemy. Wiemy, że nasz głos i nasza postawa są wzorem dla wielu osób i organizacji. W ramach wydarzenia podejmujemy działania w najważniejszych dla nas obszarach, jak: bezpieczeństwo, ekologia, charytatywność, serdeczna uważność czy postawa fair play.

Biegacz na Polanie Poczekaj.

Zaczęło się tak, jak zaczynają się wielkie przygody: od telefonu z propozycją. Za telefonem poszły czyny i w 2012 roku w Szczawnicy wystartował pierwszy multidyscyplinarny rajd – Mountain Touch Challenge. Sto kilometrów wyrypy po górach: pieszo, kajakiem, wpław, rowerem… A co było dalej?

 

Rok później w biegowych kalendarzach najjaśniej błyszczał równie trudny, co kuszący Bieg Granią Tatr. W zafascynowanych Pieninami głowach zrodził się pomysł na imprezę biegową, która pozwoliłaby zdobyć punkty kwalifikacyjne do BGT. Tak powstała trasa Wielkiej Prehyby. W międzyczasie pojawiła się też Fundacja Rak’n’Roll. Wygraj Życie!, która stworzyła Hardy Team składający się z osób wracających do aktywności po chorobie nowotworowej. To między innymi dla nich powstał Hardy Rolling. Po około dwóch miesiącach przygotowań odpaliliśmy pierwszą edycję Biegów (wtedy „Górskich”) w Szczawnicy. Przyjechało około 200 osób.

Pierwsza edycja była badaniem okołoszczawnickich gruntów. Dosłownie i w przenośni. Mieliśmy mnóstwo zapału i marne pojęcie o organizacji biegów (patrząc z dzisiejszej perspektywy). Uczestnicy górskiego maratonu Wielka Prehyba zwiedzili okolicę, startując z promenady nad Grajcarkiem. Po drodze czekały na nich tylko dwa punkty żywieniowe: w Schronisku na Przechybie i w Schronisku pod Durbaszką. Do mety zlokalizowanej na deptaku nad Grajcarkiem dobiegło 116 osób, w tym 16 kobiet. Najszybszy był Jan Wąsowicz, który pokonał trasę pierwszej Wielkiej Prehyby w 3 godziny i 47 minut. Za nim Lucjan Chorąży, któremu zajęło to 4 godziny, a 5 minut później dołączył do nich Kamil Jezierski. Wśród kobiet triumfowała Ewa Majer z czasem 4:40, druga była Iwona Turosz (4:54), a na trzecim stopniu podium stanęła Tamara Mieloch (5:19).

Hardy Rolling został zaplanowany jako krótki, ale intensywny wycisk w najbliższej okolicy. Zawodnicy wystartowali z promenady nad Grajcarkiem, żeby po chwili wspinać się po stoku narciarskim aż do Szafranówki. Stamtąd w dół niebieskim szlakiem i na koniec powrót wąwozem znów na promenadę. Razem 5,7 kilometra o dodatnim przewyższeniu wynoszącym 350 metrów. Pierwszą edycję Hardego Rollingu ukończyło 101 osób, wśród których 52% stanowiły kobiety! Najszybszy był Kacper Piech, który uporał się z tą trasą w 28 minut, za nim Kamil Byrtek – 30 minut, a jako trzeci dobiegł Dariusz Marek w 31 minut. Wśród kobiet różnice na mecie były równie niewielkie. Gabriela Rolka pokonała trasę w 36:30, Kamila Głogowska w 37 minut, a Róża Mórawska w 39 minut. Całą pierwszą edycję Biegów w Szczawnicy ukończyło 217 osób, w tym 68 kobiet i 149 mężczyzn. Niektórym na pewno na długo w pamięci zapadło uciekanie przed burzą z grani Małych Pienin. Mimo, że nie mieliśmy profesjonalnego pomiaru czasu, a tuż po starcie przyszła burza i wichura rozniosła w pył nasze namioty, położyła wszystkie obanerowane płotki niczym domek z kart, i wyrwała z ziemi bramę startową, to biegaczom coś w tym wydarzeniu się spodobało.

Rok później Pieniny Ultra-Trail znacząco się rozrosły. Większy budżet pozwolił na wynajęcie profesjonalnego pomiaru czasu, pojawili się też pierwsi poważni sponsorzy. Do Szczawnicy przyjechało już ponad 600 osób. Podczas drugiej edycji Biegów w Szczawnicy pogoda stanowiła prawdziwe wyzwanie. Szlaki płynęły błotem, widoczność była tragiczna. Rekonesans tras przed imprezą był robiony prawie po omacku. Niektórzy uczestnicy na mecie wyglądali tak, jakby w tych pienińskich lasach spędzili tydzień. Oferta biegów powiększyła się o najdłuższą i najtrudniejszą trasę – Niepokornego Mnicha. Prawie stukilometrowy bieg pokazujący uroki polskich i słowackich Pienin okazał się bardzo wymagający – do mety dotarło 73% startujących, z czego wielu w okolicach limitu czasu. Jeśli ktoś wybrał Mnicha jako kwalifikację do UTMB, musiał swoje punkty wyszarpać siłą, wygrzebać spod tony błota, prawdziwie na nie zasłużyć. Linię mety przekroczyło 127 osób, w tym tylko 4 kobiety.

Pierwszy na mecie zameldował się Lucjan Chorąży z czasem 10 godzin i 22 minuty. Jako drugi dobiegł Oskar Zimny, który spędził na trasie 50 minut więcej (czas 11:20:45). Trzeci był Piotr Kłosowicz z wynikiem 11:28:01. Wśród kobiet znów na szczycie podium, tym razem innej trasy, stanęła Ewa Majer z czasem 11:47:49, mając prawie 3-godzinną przewagę nad konkurencją! Kolejne na mecie były Iza Burzyńska (14:23:18) i Dominika Dulęba (14:25:20). W drugiej edycji Wielkiej Prehyby padł nowy rekord trasy. Bartosz Gorczyca pokonał te trasę w czasie 3:33:39 (rekord pobity o 14 minut), zyskując 20-minutową przewagę nad rywalami. Drugi był Łukasz Szumiec z czasem 3:53:05, a wkrótce po nim Jan Wąsowicz – pierwszy zwycięzca Wielkiej Prehyby – z wynikiem 3:54:13. Wśród pań zwyciężyła Wiktoria Piejak z czasem 4:56:21 (bez rekordu), druga była Dagmara Kozioł (5:17:56), a za nią Iwona Turosz, która dobiegła z czasem nieco gorszym niż rok wcześniej (5:21:19). Drugą edycję Wielkiej Prehyby ukończyło 307 osób, czyli o ponad 190 więcej niż w poprzednim roku. Kobiety stanowiły 14% wszystkich finiszerów.

Hardy Rolling dał kibicom sporo emocji. Walka o męskie pudło było zacięta. Czterech pierwszych zawodników na mecie dzieliły sekundy, wszyscy oni mieli czas lepszy niż zwycięzca pierwszej edycji. Tym razem najszybszy był Robert Faron, ustanawiając nowy rekord trasy wynikiem 26:06. Zaledwie 14 sekund później na mecie zameldował się Józef Pawlica – 6 sekund przed trzecim Dariuszem Markiem. Czwartemu zawodnikowi zabrakło do pudła zaledwie 3 sekund! Wśród kobiet też padł nowy rekord trasy. Jako pierwsza na metę dobiegła Danuta Woszczek z czasem 31:46, poprawiając poprzedni rekord o ponad 4 minuty. Druga Ilona Kardas osiągnęła czas 39:35, a trzecia Kinga Pachura – 43:19. Na mecie Hardego Rollingu zameldowało się łącznie 103 osoby, wśród których tym razem była przewaga mężczyzn (61%).

Tylko jak nie będąc mieszkańcem Krakowa, trafić w taki dzień? Ze Szczawnicą jest podobnie. Gdy przez kilka lat przyjeżdżaliśmy tu tylko na weekendy, mieliśmy wrażenie, że tu zawsze pada albo jest mgliście. W rzeczywistości, często jest tak, że wszędzie pada, a tu nie! Zaczęliśmy to odkrywać w edycji z 2015 roku, gdy rozćwierkana wiosna hulała po wszystkich szlakach. I sprawdziło się znane wszystkim przysłowie: kwiecień plecień, co przeplata – trochę błota, trochę lata. Lepsza pogoda zaowocowała kilkoma nowymi rekordami tras, choć do biegania było wręcz za ciepło. Zwycięzcą Niepokornego Mnicha został Piotr Hercog z czasem 10:16:23, poprawiając poprzedni rekord trasy o prawie 13 minut i mając pół godziny przewagi nad drugim zawodnikiem – Oskarem Zimnym (10:47:19). Trzeci dobiegł Marcin Rembiasz z wynikiem 11:01:55. Wśród pań zabrakło naprawdę mocnej zawodniczki. Pierwsza na mecie Milena Pragnąca ze swoim czasem 15:04:43 rok wcześniej nie zmieściłaby się na podium. Druga była Bożena Czerwińska z czasem 15:21:55, a godzinę później do mety dotarła Agnieszka Faron (16:22:34).

W 2015 roku Wielka Prehyba po raz pierwszy została doceniona i w tej edycji otrzymała rangę mistrzostw Polski w długodystansowym biegu górskim. Zaowocowało to nowymi rekordami. Z czasem 3:30:08 wygrał Marcin Świerc, poprawiając poprzedni rekord o ponad trzy minuty i mając dwunastominutową przewagę nad rywalami. Drugi był Bartosz Gorczyca (3:42:05), a trzeci Kamil Leśniak (3:44:50). Wśród pań rekord trasy został zmiażdżony. Złotą medalistką mistrzostw Polski została Anna Celińska, która wynikiem 4:25:16 poprawiła rekord trasy o ponad pół godziny i dodatkowo miała na mecie prawie półgodzinną przewagę nad srebrną medalistką – Eweliną Matułą (4:52:41). Brązowy medal trafił do Martyny Kantor (5:02:23).

W tej edycji Biegów w Szczawnicy po raz pierwszy pojawił się dystans dla tych, którzy po sześciu kilometrach czuliby niedosyt, ale nie byli jeszcze gotowi na górski maraton. Chyża Durbaszka, czyli urokliwa dwudziestka ze startem w Jaworkach i metą w Szczawnicy, zwabiła ponad 200 uczestników. Z czasem 1:50:03 wygrał Vadim Kujalanskas, drugi był Jarek Maślanka (1:54:07), a trzeci Jacek Polak (1:56:19). Wśród pań triumfowała Natalia Tomasiak, której wynik – 1:58:57 – dał siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. Druga była Agata Długosz z czasem 2:05:18, jako trzecia dobiegła Wioletta Dessauer z wynikiem 2:11:25.

Hardy Rolling pozostał bez spektakularnych rekordów. Bartłomiej Czyż wygrał z wynikiem 26:13. Po piętach deptał mu Dariusz Marek (26:29), a kilka minut później na metę wpadł Michał Kożuch (31:49). Wśród pań rekord trasy został pobity o 22 sekundy – Danuta Woszczek osiągnęła wynik 31:24. Druga na mecie była Ilona Kardas z czasem 36:12, a trzecia Sabina Bisztyga z wynikiem 38:15.

Wszystkie trasy trzeciej edycji Biegów w Szczawnicy ukończyło łącznie 839 osób, w tym 185 kobiet i 654 mężczyzn. W 2015 roku nastąpiła znacząca jakościowa zmiana – przenieśliśmy biuro zawodów ze szkoły podstawowej do Dworku Gościnnego.

W 2016 roku łączna liczba finiszerów wszystkich Biegów w Szczawnicy przekroczyła magiczny tysiąc. Razem na mecie zameldowało się 1118 osób, z czego kobiety stanowiły 26%. Temperatura nieco powyżej 10 stopni, słońce za chmurką, sucho, bez śniegu, prawie bez błota – takie warunki, jak widać, nie zdarzają się zbyt często. Rekordy padały hurtowo, choć nie wszędzie. Na Niepokornym Mnichu się nie udało. Tomasz Komisarz pokonał ultramaraton w czasie 10:24:41 bez zagrożenia ze strony rywali. Pół godziny później jako drugi na metę dobiegł Artur Baran (10:54:37), a trzeci był Remigiusz Rzepka (11:07:22). Wśród pań najszybsza była Iwona Ćwik – czas 12:20:43 dał jej wygraną oraz godzinną przewagę nad drugą zawodniczką. Marzka Janerka-Moroń dobiegła z wynikiem 13:23:08, a pięć minut później na mecie zjawiła się Joanna Pyrek (13:28:45).

Wielka Prehyba po raz drugi otrzymała miano mistrzostw Polski w długodystansowym biegu górskim, co przyciągnęło do Szczawnicy mocnych zawodników. Triumfował ponownie Marcin Świerc, poprawiając swój własny rekord trasy o prawie 15 minut. Tym razem dobiegł z czasem 3:15:19. Srebrny medal znów trafił do Bartosza Gorczycy, który pobiegł o 20 minut lepiej niż rok wcześniej (czas 3:21:57), a brąz zgarnął Miłosz Szcześniewski za wynik 3:32:03. Mistrzynią Polski i właścicielką nowego rekordu trasy została Edyta Lewandowska, osiągając czas 3:59:15 (rekord poprawiony o 26 minut). Srebro wywalczyła Dominika Stelmach z czasem 4:02:42, a z brązem wróciła do domu Martyna Kantor (4:18:11).

Druga edycja Chyżej Durbaszki przyciągnęła ponad 250 startujących. Padły nowe rekordy. Zwyciężył Kacper Piech, który czasem 1:31:29 poprawiał dotychczasowy najlepszy wynik o ponad osiemnaście minut. Niespełna dwie minuty po nim wpadł na metę Piotr Hercog (1:33:18), a kolejne trzy minuty później pojawił się Piotr Bętkowski (1:35:16). Wśród pań też został poprawiony rekord trasy, choć różnica nie była spektakularna – niecałe trzy minuty. Odstępy czołówki kobiet na mecie były bardzo niewielkie. Wygrała Iwona Flaga z czasem 1:56:09, druga była Justyna Grzywaczewska (1:58:21), a trzecia Emilia Romanowicz (01:59:36).

Na Hardym Rollingu również padły nowe rekordy. Kamil Jastrzębski wygrał bieg z czasem 23:40, mając jedynie 30-sekundową przewagę nad drugim Mateuszem Celakiem (24:11). Trzeci Krzysztof Bodurka przybiegł na metę kolejne trzydzieści sekund później (24:45). Wśród kobiet pierwszy raz został złamany czas 30 minut. Dokonała tego Anna Celińska, osiągając wynik 27:59 i mając sporą przewagę nad pozostałymi paniami. Druga była Gabriela Rolka (34:45), a trzecia Anna Żółtak (34:56).

Edycja z 2017 roku to biała plama w historii Biegów w Szczawnicy. To był prawdziwy test charakterów zarówno dla nas, jak i wszystkich uczestników. Dwa dni przed zawodami w okolicy miał miejsce największy jednorazowy opad śniegu od… wielu lat! Okolica była tak zasypana, że oznaczanie tras wymagało kopania korytarzy w śniegu, ściągnięcia sprzętu na gąsienicach, a wywiezienie rzeczy na punkty żywieniowe „terenowych potworów” z łańcuchami. Powyżej 1000 metrów pojawił się w ciągu 48 godzin nawet metr śniegu. Niepokorny Mnich po stronie słowackiej stał się zupełnie nieprzebieżny i na dzień przed biegiem podjęliśmy decyzję o skróceniu najdłuższej trasy do 64 km. Mnichowi została wcześniej przyznana ranga mistrzostw Polski w ultradystansowym biegu górskim. Na skróconego Niepokornego Mnicha przenieśli się mocarze walczący rok wcześniej o medale na Wielkiej Prehybie. Znów nie dał się zdetronizować Marcin Świerc, który osiągnął czas 6:06:38, po raz kolejny wygrywając zaciętą walkę z Bartoszem Gorczycą (6:11:38). Brązowy medal trafił do Wojciecha Probsta za wynik 6:21:21. Mistrzynią Polski, tym razem na dystansie ultra, znów została Edyta Lewandowska, poskramiając śnieżnego Mnicha w czasie 7:34:11. Dziesięć minut później przybiegła Anna Kącka (7:43:50), a jako trzecia na mecie zameldowała się Marta Wenta (7:51:53).

Wielka Prehyba pozostała bez rekordów. Żaden z wyników męskiego podium nie mieści się na liście dziesięciu najlepszych wyników w historii Wielkiej Prehyby. Wygrał Kamil Leśniak z czasem 3:50:27, drugi był Rafał Klecha (3:58:08), a niedługo po nim Robert Faron (3:59:17). Wśród pań triumfowała Natalia Tomasiak z czasem 4:42:59. Niecałe pięć minut później na metę wpadła Katarzyna Solińska (4:47:18), a jako trzecia – z jeszcze mniejszą przerwą – Sylwia Bondara (4:48:57).

Trzecia edycja Chyżej Durbaszki przyciągnęła ponad 300 zawodników. Panowie nie rozprawili się z rekordem trasy. Z czasem 1:36:34 wygrał Dariusz Marek, który do tej pory trzy razy stawał na podium Hardego Rollingu, jednak nigdy na jego szczycie. Drugi był Krzysztof Dołęgowski z czasem 1:40:18, a niecałą minutę później na mecie pojawił się Artur Baran (1:41:00). Wśród pań z czasem 1:54:12 zwyciężyła Martyna Kantor, poprawiając poprzedni rekord trasy o niespełna dwie minuty. Druga była Justyna Grzywaczewska (2:03:37), a trzecia Monika Mosiołek (2:05:53).

Na trasie Hardego Rollingu po raz pierwszy nie padł żaden rekord. Zwycięzca – Andrzej Bieniowski – ukończył bieg z czasem 29:23, minutę po nim na metę wpadł Michał Kożuch (30:25), a kolejną minutę później – Dariusz Listopad (31:29). Tylko jedna z pań – Kinga Pachura – osiągnęła wynik poniżej czterdziestu minut (37:33). Druga na mecie z czasem 41:32 była Martyna Warda, a za nią Anna Wszołek, kończąc z wynikiem 43:00.

Piątą edycję Biegów w Szczawnicy ukończyło 1217 osób, z czego 31% stanowiły kobiety.

Edycja 2018 to debiut Dzikiego Gronia, czyli  w sumie piątego już biegu rozgrywającego się podczas organizowanych przez nas Biegów w Szczawnicy. Nowy dystans powstał z konieczności – w 2017 roku z powodu olbrzymich opadów śniegu, które uniemożliwiały puszczenie zawodników na pełną trasę Niepokornego Mnicha, byliśmy zmuszeni poprowadzić zawody inaczej. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że wytyczamy Dzikiego Gronia, czyli 65 kilometrów i ponad 3000 przewyższeń. Trasa została poprowadzona ze Szczawnicy przez Przehybę, Rytro, Eliaszówkę i malownicze hale Małych Pienin z widokiem na Tatry i Beskidy.

W tym roku dla odmiany przenieśliśmy się na planetę „Słońce”. To była najgorętsza edycja Biegów w Szczawnicy. Palące słońce i niespotykane jak na tą porę roku temperatury.

Niepokornego Mnicha jako pierwszy ukończył Szymon Wolek z czasem 10:16:09. Około 5 minut później z czasem 10:23:38 przybiegł Maciej Więcek, a podium zamknął Artur Baran z czasem 10:27:34. Wśród Pań przerwy pomiędzy pierwszą trójką były dłuższe. Jako pierwsza przybiegła Małgorzata Pazda-Pozorska w czasie 11:48:13, ponad 10 minut później Kinga Kwiatkowska 12:01:44, a ok. 20 minut później Marta Wenta 12:12:50.

Debiutancki dystans Dzikiego Gronia ukończyło 310 zawodników, a najlepszymi wśród panów okazali się Dominik Włodarkiewicz (6:52:06), Maurycy Oleksiewicz (07:01:46) i Marcin Wantuch 07:11:51. Pierwsze finiszerki w historii Gronia to Malwina Jachowicz (07:58:47), Tamara Mieloch (08:27:08), Ewelina Matuła (08:32:33)

Wielka Prehyba – ulubienica biegaczy w tym roku cieszyła się najwyższą frekwencją! Ponad 500 zawodników, dokładnie 544! Na dystansie maratońskim najszybsi okazali się Marcin Świerc 03:26:46, Marcin Rzeszótko 03:37:11 i Bartosz Gorczyca 03:41:43, z kolei najszybsze panie to Edyta Lewandowska 04:02:29, Majer Ewa 04:12:49 i Paulina Wywłoka 04:21:42.

Po raz czwarty zawodnicy ścigali się na Chyżej Durbaszce. Dystans krótszy od pozostałych więc różnice czasów na podium też okazały się niewielkie – Michał Rajca 01:30:03, Dariusz Marek 01:31:37, Błażej Knutelski 01:38:09. Wśród kobiet pierwsza  wpadła Justyna Grzywaczewska 02:00:21, niespełna trzy minuty później Lenka Wagner 02:03:29, a po niej Iwona Flaga 02:04:25.

Hardy Rolling bez rekordu trasy, ale jak zawsze w stawce panów jak i pań było szybko.  Adamowi Bednarzowi dotarcie do mety zajęło 00:26:32, zaraz po nim wbiegł Zbigniew Jaworski 00:27:00, stawkę zamknął Michał Kita 00:28:47. U pań nie było dużo wolniej Anita Szklana wbiegła na metę po 00:33:07, nie zdążyła odebrać medalu i wpadła Karolina Piątek 00:33:31, po chwili dołączyła do finiszerek Hardego Aleksandra Bazułka 00:34:40

Szóstą edycję Biegów w Szczawnicy ukończyły 1384 osoby.

Biegi w Szczawnicy w 2019 roku przeszły do historii jako edycja pełna emocji, rekordów i nowości. W tym roku po raz pierwszy najmłodsi biegacze mogli poczuć smak górskiej przygody, stając na linii startu Mini Biegów dla dzieci. To był początek pięknej historii, która trwa do dziś.

Przed oficjalnym rozpoczęciem zawodów padły też rekordy – lista startowa Niepokornego Mnicha (96 km) zapełniła się w… 43 sekundy! Ostatecznie na trasę wybiegło 272 zawodników, gotowych stawić czoła najtrudniejszemu biegowi festiwalu. Przekroczenie linii mety zwycięzcy Niepokornego Mnicha Grzegorzowi Ziejewskiemu zajęło dokładnie 09:36:50, kilka minut później dobiegł Michał Sedlak 09:44:46, Dawid Atanasow Ancew, 10:35:51 kazał na siebie dłużej czekać. Zwyciężczynią okazała się Paulina Krawczak 12:26:50, jako druga wbiegała Małgorzata Rutkowska, 12:57:25, a Anna Bieniecka w 13:17:03 zamknęła podium dystansu Mnicha.

Trasa Dzikiego Gronia, tak przypadła zawodnikom do gustu, że podczas drugiej edycji ukończyło ją 353 zawodników. Wszystkie trzy miejsca, i u panów i u pań, w stosunku do pierwszej edycji zostały poprawione. Piotr Szumliński wbiegł na metę po 06:18:42. Po dokładnie 12 minutach pojawił się Piotr Uznański, 6:30:42 i jako trzeci na mecie zameldował się Artur Baran, 6:33:56. Wśród pań przebiegnięcie trasy 65 km Kamili Grzelak zajęło 07:39:37, Marcie Wencie chwilę dłużej, bo 7:55:13 i Beacie Lange dokładnie 7:58:45.

To był największy bieg tej edycji – Wielka Prehyba. Na trasę ruszyło 621 uczestników, a walka toczyła się nie tylko o czas, ale i o dumę – już po raz piąty Wielka Prehyba była areną Mistrzostw Polski w Biegach Górskich na Długim Dystansie. I kto zdobył mistrzowski tytuł? Bartłomiej Przedwojewski! Bart bardzo dobrze rozegrał wyścig z czasem – bo wbiegł na metę po 03:16:57 – i z Krzysztofem  Bodurką, który był wolniejszy tego dnia o ponad 10 minut – 3:26:31, Kamilowi  Leśniakowi trzykrotnemu finiszerowi Wielkiej Prehyby ukończenie Prehyby zajęło 3:33:24. Wśród kobiet Martyna Kantor z czasem na mecie 03:56:47, tuż za nią Paulina Wywłoka 04:07:33 i Katarzyna Solińska 04:13:28

Na Chyżej padły dwa rekordy: męski – Marcina Kubicy 1:25:48 i damski należący do Anety Ściuby 1:49:38. Ta para najszybciej pojawiła się nad Grajcarkiem. Choć u pań było blisko, by to Kasia Wilk była pierwsza. Finalnie nie dobiegła Anety i ukończyła bieg z czasem 01:49:56. Trzecią zawodniczką na mecie była Aleksandra Bazułka 01:53:39. Marcin Kubica miał więcej czasu na rozglądanie się po trasie, bo Tomasz Kawik 01:28:41 był ok. 3 minut za nim. Adrian Bednarek w 01:29:16 zamknął podium mężczyzn na Chyżej.

Na Hardym Rollingu meta mężczyzn prezentowała się następująco: Dariusz Marek, 00:46:15, Marek Mitrofaniuk, 00:48:05, Dariusz Boroń, 00:48:36. U kobiet: Karolina Piątek, 00:58:08, Emilia Perz 01:04:14 i Adriana Klappholz 01:04:23

Siódmą edycję Biegów w Szczawnicy ukończyło 1884 zawodników.

Kwiecień jest w tym roku piękny. Wręcz niesamowity. Część drzew wypuszcza już z siebie soczystą wiosenną zieleń, a inne rozwijają białe pąki sprawiając, że górskie zbocza porośnięte lasem wyglądają wręcz bajkowo. Przez większość dni temperatura dobija do 20 stopni, śpiewające ptaki zagłuszają myśli, a zachodzące na bezchmurnym niebie słońce wspaniale wyostrza wszystkie górskie granie.

Kwiecień. Zapomnieliśmy już jak przyroda budzi się wiosną do życia, bo od siedmiu lat spędzamy ten czas głównie przed ekranami komputerów. Szukając więc pozytywnych stron całej tej epidemicznej sytuacji, możemy powiedzieć, że miło jest zobaczyć wiosnę. Jednak z drugiej strony, stanąć 25 kwietnia na starcie, na którym nie będzie startu, a tylko zwykły most… Dobrze, że trzeba nosić maski, bo dzięki nim nie będzie widać smutku na naszych twarzach. Okazuje się jednak, że w ten jeden weekend kwietnia pogoda ma być fatalna. Biomet niekorzystny, 90% nieba zasnute chmurami, odczuwalna temperatura od 6 stopni w nocy do 8 stopni w dzień i oczywiście deszcz. Przez całą noc i przez cały dzień. A najsilniejszy między 12 a 13. Wtedy witalibyśmy na mecie mistrza i mistrzynię Polski. Ech. Świetne warunki, żeby napić się piwa na mecie, przepraszam, na moście.

Dziś naszym dominującym uczuciem jest smutek. Dobry czas na refleksję. Ale również na to, żeby przekuć tą energię w nadzieję i coś pozytywnego. Po każdej, nawet najdłuższej i najbardziej intensywnej burzy w końcu wychodzi słońce. Może się okazać, że jest trochę bałaganu do uprzątnięcia, ale jednocześnie wszystko budzi się do życia z pełną mocą i nową energią. I może teraz wszyscy czujemy niepewność, zastanawiamy się czy w ogóle jest sens biegać, trenować, bo przecież nie ma do czego – to naturalne. Ale to świetny czas, żeby na nowo odkryć w sobie pasję do biegania, zostawić na chwilę plany treningowe i cieszyć się każdym kilometrem, jak dziecko ulepioną w piaskownicy babką. Po dwóch tygodniach lockdownu liście są bardziej zielone, niebo bardziej niebieskie, a las pachnie intensywniej. Można czerpać radość z każdego biegowego kroku. A jak wszyscy spotkamy się na szczawnickim moście, przepraszam, wtedy już starcie, to wygenerujemy tam taką moc, że będzie nas widać z kosmosu. Tomek Lipiński już w latach 80-tych wiedział, że „jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie”. I to już niedługo!

W ostatnich latach promowaliśmy Pieniny Ultra-Trail hasłem „tu zaczyna się przygoda”. Jednak od pierwszego covidowego lockdownu mija już rok i mamy wrażenie, że bardziej pasowałoby teraz hasło „przygoda, która nigdy się nie kończy”. Trochę to zabawne, ale jednocześnie wyczerpujące, żeby podtrzymywać przez wiele miesięcy tak duży projekt pod kroplówką. Przy każdej zmianie terminu liczyliśmy na to, że ten nowy pozwoli nam na zorganizowanie wydarzenia w klasycznej formule, ze startem masowym, rywalizacją na najwyższym poziomie i niepowtarzalną energią, którą wspólnie z Wami kreujemy w ten jeden weekend. To było coś, z czego za wszelką cenę nie chcieliśmy rezygnować. Ale czas płynie, a data uwolnienia tak dużych eventów, jak nasz wydaje się bardzo odległa, więc uznaliśmy, że nadszedł moment, w którym to podejście trzeba dostosować do możliwości…

Biegi w Szczawnicy w 2022 roku przyciągnęły rekordową liczbę uczestników i większość elity polskich top zawodników.

Mamy już oficjalnie 6 dystansów. Na stałe dołączają do nas 33-kilometrowe Żwawe Wierchy, które pojawiły się jako alternatywa w wielokrotnie przenoszonej edycji 2021, a teraz błyskawicznie zdobywają popularność.

Niepokorny Mnich należał w tym roku do Dominika Grządziela, który zwyciężył z dużym zapasem czasu nad pozostałymi zawodnikami 10:28:23. Drugim okazał się Artur Baran, który dobiegł prawie 53 minuty po Dominiku z czasem 11:21:18, a Maciej Masiarek 11:24:10 w niecałe 3 minuty później. Wśród kobiet najszybsza okazała się Małgorzata Moczulska, która wbiegła na metę z czasem 12:04:30, zdobywając 7 miejsce open, 54 minuty później pojawiła się Katarzyna Zych 12:55:02 i 17 minut później Iwona Kik, 13:12:20.

Dziki Groń wygrywa Maurycy Oleksiewicz (6:37:58) około 3 minuty przed Michałem Kaszubą (6:40:36). Podium zamyka Robert Zięba (6:51:10). Wśród pań najlepsza okazała się Karolina Wierzchowiak (7:29:32), meldując się na mecie około 7 minut przed Martą Naczyk (7:36:12). Brąz przypadł w udziale Marcie Chilickiej (7:48:40)

Na średnim dystansie Wielkiej Prehyby zwyciężył Marcin Rzeszótko z czasem 3:26:10.  Drugim na mecie był Andrzej Witek 3:34:13, któremu zabrakło do pierwszego miejsca lekko ponad 8 minut. Miłosz Szcześniewski, z czasem 3:36:59 zamyka podium panów. Wśród kobiet najszybsza była Martyna Kantor, która ukończyła bieg w 4:05:48. Skutecznie uciekła Mirosławie Witowskiej, 4:09:30 i Katarzynie Wilk, 4:13:34

Na Żwawych Wierchach triumfował Karol Sioła z czasem 2:50:35, a wśród kobiet najlepsza była Natalia Tomasiak z czasem 3:10:52. Oboje mieli spory zapas czasu nad swoimi przeciwnikami. U panów podium na miejscach 2 i 3 nie było wiadome prawie do samego końca, ale finalnie jako drugi przybiegł Michał Siwek 2:56:16 i trzeci Wojciech Szkoła 2:57:36. U Pań Justyna Grzywaczewska 3:17:42 była pewna drugiego miejsca, a Ania Halska z czasem 3:28:52  – trzeciego.

Na Chyżej Durbaszce różnica między pierwszym miejscem Błażeja Knutelskiego 1:31:34, a drugim Tomasza Kubiaka 1:31:43 to tylko 9 sekund, co sugeruje bardzo zaciętą walkę. Damian Siciak, dobiegł jako trzeci w 1:33:07. Cała czołówka zmieściła się w 1,5 minuty, co świadczy o wysokim poziomie rywalizacji. Z kolei różnica między Aleksandrą Bazułką 1:50:26 i Moniką Dudek1:51:00, to tylko 34 sekundy, co również wskazuje na bardzo zbliżony poziom sportowy. Magdalena Lewandowska, 1:56:04 miała już nieco większą stratę, ale zmieściła się w 6 minutach od Oli.

Na najkrótszym dystansie Hardego Rollingu wśród panów była walka o sekundy – zwyciężył Michał Dudczak z czasem 44:29, drugi Kacper Dudczak, 0:44:53 i trzeci Adam Świrgoń, 0:45:10 a wśród kobiet o minuty – pierwsze miejsce należało do Marty Kaźmierczak z czasem 53:45, drugie Patrycja Rożdżyńska, 0:58:25, trzecie Julia Polańska, 1:02:26

Dziewiąta edycję Biegów w Szczawnicy ukończyło 2149 osób.

Rok 2023 to kolejny etap zmian, które tym razem dotyczyły naszego logo i nazwy. Od tego czasu Biegi w Szczawnicy to Pieniny Ultra-Trail®.

Po raz pierwszy, podczas jednej imprezy, na tak wielu dystansach odbyły się też Mistrzostwa Polski w Biegu Górskim. Do sześciu głównych tras dołożyliśmy dwie kolejne. Palenica Trail, na której rozegrane zostały PZLA Mistrzostwa Polski w Biegu Górskim U18, U20 oraz dystans Lubań Vertical.

Zawody na Lubań odbyły się w dzień poprzedzający zawody główne, tj. w piątek. Ponad 53 zawodników przepaliło swoje płuca na docinku 6,5 km i 920 m up. 10 edycja to połączenie wysokiej rywalizacji, super organizacji, pięknych tras, idealnej pogody, co sprawiło, że kibice i kibicujący zawodnicy z innych dystansów w ramach Pieniny Ultra-Trail® wyjechali ze Szczawnicy z pełnym przekonaniem, że biegi górskie w Polsce przeżywają ponowny rozkwit.

A jak już piszemy o rozkwicie, od tej edycji każdy z przyszłych finiszerów będzie mógł zadecydować, czy  na pamiątkę ukończenia biegu wybiera tradycyjny medal czy medal w postaci sadzonki drzewa, które posadzi według uznania. Tym samym przyłączając się do akcji LAS na MEDAL, zwiększając liczbę drzew w środowisku.

Przyznajemy się, że nie pamiętamy dokładnie który medal wybrał zwycięzca Niepokornego Mnicha – debiutant na tym dystansie – Roman Ficek 10:30:19.90, ale znamy jego kolor – było to złoto. Srebro zgarnął Michał Jurek, 10:38:55.05, a brąz Szymon Wolek, 10:47:13.65. Wśród pań drugi rok z rzędu wygrała Małgorzata Moczulska, 12:04:16.65 poprawiając swój wynik o prawie o 11 minut, Alina Wyleżałek 12:24:11.40, wbiegała na metę jako druga, jako trzecia wbiegła Agnieszka Tatarek-Konik, 12:54:21.60

Meta Dzikiego Gronia wśród mężczyzn: Karol Matyssek, 06:08:27.30, Karol Sioła, 06:25:27.40, Michał Kaszuba, 06:30:56.80. Wśród kobiet, Joanna Oberlan-Maroń, 07:46:56.15,  Zuzanna Madaj, 08:03:42.65, Katarzyna Zych, 08:07:31.60.

Wielka Prehyba to ważny start dla Andrzeja Witka. Z czasem 03:29:30.00 zdobył złoty medal. Srebro otrzymał Rafał Matuszczak, 03:30:22.25, a brąz Michał Rajca, 03:34:52.90. Wśród kobiet Martyna Kantor uzyskała najszybszy czas, 04:03:45.10. Ten start to już siódmy raz Martyny od początków Biegów w Szczawnicy. Druga na mecie pojawiła się Katarzyna Solińska, 04:11:51.55, a 5 minut później Katarzyna Wilk, 04:16:49.15.

Pokonanie dystansu 34 km, czyli Żwawych Wierchów Dariuszowi Markowi zajęło 02:51:11.10, co dało mu pierwsze miejsce. Drugie miejsce wybiegał Piotr Biernawski, 02:52:43.45, a jako trzeci na mecie pojawił się Michał Korek, 02:56:20.65. Natalia Tomasiak, 03:14:03.90, skutecznie, bo na 6 minut odstawiła Annę Halską, 03:20:07.30, a  Magdalenę Bednarczyk, 03:24:13.25 na 10 minut z hakiem.

Chyża Durbaszka to bieganie na 20 km. Bezkonkurencyjny na tym dystansie  okazał się Wojciech Tarasek, 01:33:58, o drugie miejsce biegową walkę stoczyli Cezary Baliga, 01:35:31 i Mateusz Błaź 01:35:34. Wśród kobiet można było wyczuć „większy oddech”. Na metę jako pierwsza wbiegała Justyna Grzywaczewska, 01:54:45.40, druga Sylwia Góralik, 01:59:01 i trzecia Magdalena Bochenek, 02:00:59

Na Hardym Rollingu odbyły się Mistrzostwa Polski w Mountain Classic, więc od razu padł nowy rekordy trasy! Do samej mety trwała walka i tasowanie się pomiędzy Michałem Olejnikiem i Marcinem Kubicą. Zwycięsko z tego starcia wyszedł Michał (00:42:12), wyprzedzając Marcina o zaledwie 7 sekund, a podium zamknął Piotr Łobodziński, 00:42:46. Drugi rekord należał do Ani Celińskiej, 00:52:01. Paulina Tracz, 00:52:43 wpadła na metę jako druga, a Sylwia Kapusta-Szydłak, 00:53:53.6 jako trzecia zawodniczka.

Pierwszy Vertical i pierwsze rekordy. Na starcie stanęło blisko 30 zawodników zgłoszonych do MP. Pierwsze w historii podium dystansu Vertical obstawili Dawid Malina, 00:40:14, Piotr Łobodziński, 00:40:35 i Dominik Tabor, 00:40:40, a wśród kobiet Anna Celińska, 00:46:47, Mirosława Witowska, 00:48:41, Beata Mazan, 00:50:13

W dziesiątej edycji, teraz już Pieniny Ultra-Trail, wystartowało 2365 osób.

Kolejny raz festiwal Pieniny Ultra-Trail® był gospodarzem Mistrzostw Polski. Kolejny raz padły rekordy trasy. W sumie na 7 dystansach było ich równo 10! Kolejny raz były to dobre trzy dni widowiska, które relacjonowaliśmy na żywo na naszym kanale YT (sprawdź tutaj). Nie po raz pierwszy live, a zdecydowanie z większym rozmachem niż wcześniej.

Niepokornego Mnicha wygrywa powracający po kontuzji Bartosz Gorczyca 10:09:44.40 Ustanawia on nowy rekord – lepszy o całe 15 minut. Dominik Grządziel wbiega jako drugi 10:16:52, Artur Baran 10:25:43 zameldował się jako trzeci mężczyzna. Najlepszą kobietą po raz trzeci zostaje Małgosia Moczulska 11:53:42, która złamała życzeniowe 12 godzin. Srebro bierze do domu Beata Uracz, 13:53:51, a brąz Agnieszka Palczewska-Remiś, 14:05:09.

Na trasę Dzikiego Gronia wystartowaliśmy ponad 400 zawodników. W tym najbardziej liczna grupa z Litwy – ponad 60 osób. Liderami wyścigu byli właśnie reprezentant Litwy  Vaidas Žlabys i Polak Patryk Klag. Przez ponad połowę trasy panowie biegi razem, ale na ostatnich kilometrach to Litwin okazał się szybszy i wbiegł na metę z czasem 06:07:58, Patryk Klag dobiegł ponad 2 minuty później. Trzeci, ze sporą stratą dobiegł Jarosław Zbozień 06:29:55. Wśród kobiet wygrywa Słowaczka Lenka Plościcova ustawiając nowy rekord trasy 7:05:50. 42 sekundy później wbiega Monika Dudek, 07:06:32, i ponad dwie minuty później Justyna Mamala 07:09:13.

Na Wielką Prehybę zgłosiło się aż tysiąc zawodników. Każdy chciał spróbować ścigania się z najszybszymi. W tym roku tytuł Mistrza Polski z nowym rekordem zdobył Rafał Matuszczak (03:12:15), który przez większość trasy czuł na plecach oddech Dawida Maliny, a ten z kolei uciekał Marcelowi Fabianowi. Finalnie dobiegli właśnie w takiej kolejności: Dawid Malina 03:16:00, Marcel Fabian 03:26:19. Wśród kobiet królową Szczawnicy zostaje Martyna Młynarczyk (03:50:42), pobijając swój własny rekord o 13 minut. Kasia Wilk 03:55:08 dobiega druga i Kasia Solińska (3:58:44) jako trzecia melduje się na mecie. Całe kobiece podium przeszczęśliwe, ściskają się i tańczą.

Chyża Durbaszka – na starcie w Jaworkach ponad 720 biegaczy, a w pierwszej linii elita biegów górskich. Jak się okazało, był to samotny bieg zawodnika Hoka Garmin Team Dominika Tabora, po tytuł i po rekord 01:25:19. Wielka radość na mecie. Sylwester Lepiarz, 01:29:03 i Jakub Gorzelańczyk 01:29:09 „cięli się do końca”. Wśród kobiet również było samotne bieganie – Patrycja Stanek dosłownie leciała pod górę, powiększając przewagę nad resztą pań. Przyznała na mecie, że ten start śnił się jej od tygodnia. Wygrała go z rekordowym czasem 01:42:15. Dwa pozostałe miejsca należały do Aleksandry Bazułki 01:48:18 i Karoliny Dul 01:50:44.

Już po starcie dystansu Żwawych Wierchów zauważalne było jak Węgier Sandor Szabo buduje przewagę, skutecznie uciekając i finalnie wygrywając ten wyścig, z rekordowym czasem 02:39:00. Drugie i trzecie miejsce do końca nie było rozstrzygnięte, bo ani Karol Sioła ani Bartłomiej Łużny nie chciał odpuścić. Różnica czasu Karola nad Bartłomiejem to jedynie 20 sek. Wśród kobiet wygrała Agnieszka Dygacz 03:11:07, olimpijka w chodzie sportowym, która miała 10 minutową przewagę nad Natalią Pauliną Barosz 03:21:57 i 13 minutową nad Izabelą Wysłuch, 03:24:07.

Kiedy nad miasteczkiem zawodów trwało oberwanie chmury na start wyjechały autokary z zawodnikami Hardego Rollingu – najkrótszego dystansu tego dnia. Wygrywa Darek Marek z czasem 00:49:04, jako drugi dobiega Austriak Wendall Lorenzen 00:49:17, a jako trzeci Miłosz Sikończyk 00:51:12. Najlepszą kobietą została Anna Ficner uzyskując czas 56:39:39, zaraz po niej Dominika Kłoda 01:00:59 i Aleksandra Raszka 01:01:05

Piątkowy Lubań Vertical to szybkie 6,5 km w górę. Dominik Tabor „szedł jak po swoje” zdobył  tytuł i ustanowił rekord trasy 00:40:00. 40 minut!!!! Michał Olejnik drugi z czasem 00:40:07, a Sylwester Lepiarz trzeci 00:40:39. Wśród kobiet rekordowo na metę wbiegała Anna Celińska 00:46:40, potem Martyna Masłowska 00:49:57 i Anna Ficner 00:50:02.

W tym roku, w jedenastej edycji Pieniny Ultra-Trail® wzięło udział 3351 zawodników.

 

Szczawnica znów gościła biegaczy. Osiem dystansów, w tym trzy biegi Mistrzostw Polski i cztery rywalizacje z kwalifikacjami do mistrzostw świata. Lista elity pękała w szwach. W tym roku nasze zawody zgrały się z remontem głównej drogi, więc dojazd znacznie się wydłużył o czym na bieżąco informowaliśmy zawodników. Mimo tego wszyscy zdążyli odebrać pakiety startowe, pojawić się na prelekcji i zebrać podpisy od elity na przygotowanym specjalnie na tą okazję plakacie. Zmagania zawodników można było śledzić oglądając relację live, która zaczęła się już w piątek na dystansie Vertical. Dla tych, którym Niepokorny Mnich wydawał się za krótki wytyczyliśmy specjalną trasę. Po raz pierwszy zawodnicy mogli się ścigać na dystansie 133 km. Trasa od razu zyskała na popularności, bo na starcie pojawiło się 214 uczestników.

Na Niepokornym Mnichu wielka niespodzianka dla wszystkich, ale chyba najbardziej dla Bartosza Gorczycy, który poprawił swój ubiegłoroczny czas o 1 godzinę i 15 minut i tym samym ustanowił nowy rekord trasy 08:56:10. Dla Bartka to również zdobyta kwalifikacja na MŚ w biegach górskich. Powrót w wielkim stylu! Bartosz Ligas 09:51:25, przybiegł prawie godzinę po i zaraz po nim pojawił się Paweł Czerniak 9:58:44. Wśród Pań dwa pierwsze miejsca zajęły reprezentantki Słowacji Kristina Kmetova 11:50:11 i Kristina Hanecakova 12:29:12. Katarzyna Zych przybiegła z czasem 12:43:12 co dało jej trzecie miejsce na Niepokornym Mnichu.

Wielka Prehyba – już od startu miała swoich liderów Matuszczaka, Kubicę, Fabiana i Tabora. „Mały – wielki błąd” Marcina Kubicy jakim było zgubienie trasy kosztowało go miejsce na podium. Zdeterminowany porażką i kibicami czekającymi na niego na mecie ukończył bieg na ósmym miejscu. Zwycięstwo świętowali Rafał Matuszczak 3:13:36, Dominik Tabor – 3:18:40 i Marcel Fabian – 3:20:57. U Pań od startu prowadziła Dominika Stelmach, która finalnie wygrała wyścig z czasem 3:59:34. Do końca jednak nie była pewna złota, bo dystans do niej skutecznie skracała Ula Paprocka 4:00:30, z dwóch minut straty na punktach udało jej się finalnie dobiec na metę 55 sekund po Dominice. Kasia Solińska (04:01:54) miała już więcej do nadrobienia, ale uzyskany czas na mecie dał jej trzecie miejsca na mistrzowskiej trasie. 

To był samotny bieg Macieja Lachowskiego na dystansie Chyża Durbaszka. Praktycznie od startu do mety utrzymywał on pewną przewagę nad resztą zawodników. Maciek finiszował pewnym krokiem z czasem 1:29:12, natomiast 46 sekund po nim pojawił się Słowak Pavol Orolin. Adamowi Cieślarowi, na miejscu trzecim, pokonanie tej trasy zajęło 1:33:16. Martyna Młynarczyk, po znakomitym początku sezonu zdecydowała się na krótszą trasę – Chyżą Durbaszkę. Jej głównymi rywalkami były Weronika Matuszczak, oraz Patrycja Stanek – obrończyni tytułu. Na mecie obyło się bez niespodzianek: zwyciężyła Młynarczyk 1:38:00, bijąc rekord trasy. Matuszczak uplasowała się na drugim miejscu 1:40:43, mimo zmęczenia po verticalu i problemów żołądkowych. Jak przyznała, chciała dogonić Martynę, ale organizm odmówił posłuszeństwa. Brąz zdobyła zadowolona z występu Stanek 1:45:37

Na biegu na Lubań czyli na Verticalu, w warunkach burzowych praktycznie przez cały czas prowadził Michał Olejnik, a u pań Weronika Matuszczak. Pogoda nie pozwoliła na pobicie rekordu trasy. Kto był, ten wie, jaka jest to trasa na sucho, a co dopiero jak trochę pokropi. Na drugim miejscu dobiega Andrzej Długosz 42:07, a 6 sekund za nim Piotr Łobodziński (42:13). Koło Weroniki na podium po lewej stanęła Ania Celińska 50:07, a po prawej Marta Glińska 50:15.

Dziki Groń z fenomenalnym czasem wygrał Mikołaj Klimczak (5:53:54), który przez większość trasy biegł razem z drugim Jarkiem Zboźniem (5:54:50). Różnica na mecie miedzy nimi była minimalna, bo całe 56 sekund. Podium zamyka Dominik Grządziel z czasem lekko powyżej sześciu godzin, co nadal dawałoby nowy rekord trasy – 6:01:19. U pań ten rozstrzał czasowy był już większy, złoto dla Ekateriny Fetisovej 7:55:53, srebro dla Sabiny Kuczek-Dudek 8:06:16 i brąz dla Agnieszki Kolano 8:08:57.

Spiski Wędrowiec – zebrał swoje pierwsze żniwo, DNF zaliczyło 46 panów, a wśród pań było tylko 13 finiszerek. Podium panów: Artur Baran 16:07:12, Szymon Wolek 16:49:25, Adrian Skoczylas – 17:06:33. Podium pań Kamila Zalewska – 20:59:30, Sara Kołcz – 22:37:05, Iuliia Oshchepkova – 22:59:45.

Żwawe Wierchy dały nam w tym roku dwa rekordy trasy. Węgier Sandor Szabo pobiegł szybciej niż w 2024 o 3 min 30 s, srebro zgarnął Artur Jabłoński 2:43:50, a brąz Wojciech Dudek 2:49:36. Karolina Dul 3:07:27 ukończyła trasę z nowym rekordem, Węgierka Kitti Posztos dobiegła jak druga 3:10:36, a podium zamknęła Agata Michałowska 3:16:27.

Jak co roku, pod koniec dnia wystartował Hardy Rolling. Prawie 11 km po Małych Pieninach i piękny finisz w trakcie trwania złotej godziny. Najszybszymi zawodnikami okazali się Czech Ondrej Volak (44:54), Łukasz Wąchała (45:35), Sebastian Chłanda  (49:39), a wśród pań Monika Ogórek (53:21), Natalia Tomasiak (56:42), Daria Radczuk (59:26).

W 2025 na linii startu pojawiło się 3811 zawodników i zawodniczek.